Jedną nogą już w ogrodzie...
ale drugą nadal w pracy. Finisz, zamykanie wszystkiego, porządki, bieżące sprawy...
Zanim ostatni raz zamknę za sobą drzwi mojego biura, muszę jeszcze sporo popracować. Dlatego dzisiaj - dla równowagi - uciekłam na trochę dla do Borkowa. W głowie od razu lepiej, tylko ledwie się ruszam ze zmęczenia. Tydzień przerwy i jednak kondycja marniutka ;-)
Ale plan wykonany! Koszenie opłotków, czyszczenie podjazdu, jednym słowem zaczęłam jesienne porządki. Bardzo mokro wszędzie, ale i tak ogród rudzieje na potęgę. Pędzelki krwiściąga nad mieszanką bodziszków i tojeści orzęsionej.
Warkocze krwawnicy zostawiam na zimę. Oszronione będa piękne.
Nie wiem już sama, co lubię w tym widoku najbardziej ;-) Kłosy trzcinnika? Złoto dzielżanów, czerwień berberysów, czy dostojność rozplenicy.
Kwiaty świecznicy!
Rudbekia naga i wiejski płotek - połączenie doskonałe ;-)
Łączka u bobrów.
Za sprawą berberysów ogród także czerwienieje.
A nowa rabata bardzo biedna :-( Sarny obgryzły sporo, uszkodziły niektóre rośliny. Czasem mam ich na prawdę dosyć. Róże też zjadły, a miały być jeszcze piekne kwiaty.
Może jeszcze jednak w październiku zajmę się dalszym uzupełnianiem dziur. Na razie po prostu czekam na ten ostatni dzień w pracy...















Kocham tę przepiękną odmianę rudbekii - te złociste kule zawsze kojarzą mi się z dzieciństwem. A kolory berberysów przypominają dzikie wino, winobluszczu oplatającego ganek naszego starego domu - jak to niektóre obrazy tkwią w pamięci :)
OdpowiedzUsuńPięknie u Ciebie!
Dobrego zamykania kolejnego rozdziału w życiu.
Mnie też, bo w bardzo starym ogrodzie mojego dzieciństwa takie właśnie rosły.
UsuńBardzo lubię czerwieniejacy winobluszcz i próbowałam zaprzyjaźnić go z moim drewnianym płotem ;-))) Na razie bezskuteczbnie, a wydałoby się że to taka prosta w uprawie roślina.
Dziękuję.
Jestem jednak zmęczona pracą, szczególnie tym, jak pracują inni ;-( Potrzebuję spokojnych dni na tę moją ogrodową starość :-)