Jedną nogą już w ogrodzie...
ale drugą nadal w pracy. Finisz, zamykanie wszystkiego, porządki, bieżące sprawy...
Zanim ostatni raz zamknę za sobą drzwi mojego biura, muszę jeszcze sporo popracować. Dlatego dzisiaj uciekłam na trochę dla równowagi do Borkowa. W głowie od razu lepiej, tylko ledwie się ruszam ze zmęczenia. Tydzień przerwy i jednak kondycja marniutka ;-)
Ale plan wykonany! Koszenie opłotków, czyszczenie podjazdu, jednym słowem zaczęłam jesienne porządki. Bardzo mokro wszędzie, ale i tak ogród rudzieje na potęgę.
Za sprawą berberysow także czerwienieje.
A nowa rabata bardzo biedna :-( Sarny obgryzły sporo, uszkodziły niektóre rośliny. Czasem mam ich na prawdę dosyć. Róże tez zjadły, a mialy być jeszcze piekne kwiaty.
Moze jeszcze jednak w październiku zajmę się dalszym uzupełnianiem dziur. Na razie po prostu czekam na ten ostatni dzień w pracy...















Komentarze
Prześlij komentarz