Po 10 dniach...

Nie było mnie w Borkowie aż 10 dni! W lecie!

To raczej rzadko mi się zdarza, ale tym razem upał i szalony 'Projekt Balkon' zakotwiczły mnie w stołecznym domu.  Piszę szalony projekt, bo od zera zmieniłam wszystko, w tempie olimpijskim, w stresie, pod presją czasu i braku fachowców. Najważniejsze że się udało i jak na razie oceny mam fajne.

Zaraz po przyjeździe do Borkowa, ruszyłam z aparatem by uwiecznić stan ogrodu po takiej przerwie i po takich upałach. Jestem - z jednym wyjątkiem - w zachwycie! Ogród chyba mnie już nie potrzebuje ;-) 

Oto zdjęcia bez retuszu zaraz po przyjeżdzie. Berberysowa i okolice.

Rozplenica zaczyna kwitnąć. Co za okaz!

 

Chyba trudno o bardziej 'wiejski' widok ;-))) 

Hosty, paprocie, świecznica.

 


Przecudny dziurawiec! W tle piętra pęcherznic, miskantów i wierzb.

 


Niezawodna Sun Ka Ching. Rudbekia. Jedyna, która rośnie u mnie bez problemu. Inne zanikają. 

Rozchodnikowa nie zawodzi. 

Sadźce też. 



Ja tu widzę jesień. Miro uważa, że jest ti 1% jesieni ;-)))
 
A co u lisków?
Ano krążą cały czas wokół, widziałam je kilka razy, ale na razie nie mają zaufania, by nie uciekać. Zjadają, co im zostawiam i harcują, jak już mnie nie ma.
 


A smutny widok na koniec :-( Tak wyglądała łączka u bobrów w piątek. Dziki tu były :-(
 

Na szczęście nie weszły do ogrodu. Godzina pracy i porządek jest, ale bardzo się boję o ich powrót.

Komentarze

Popularne posty