Czerwona rabata -dzień 2.

Jak zaplanowałam, tak zrobiłam ;-)  

A plan był taki, że w poniedziałek kończę zrywanie darni do końca i mam rabatę gotową na nasadzenia na środę. Poranek poniedziałkowy zachęcał do wyjazdu, tylko prognozy straszyły deszczem. Niestety tym razem prognozy sprawdziły się z nawiązką. 

Ale po kolei.

Po 11-tej jestem gotowa. Darń niemal sama odchodzi od podłoża, odsłaniając korytarze i dziury po nornicach. Do tego znalazłam sposób na bardzo szybkie pozbycie tych zerwanych płatów. Lądują za płotem w pasie pokrzyw. Jest szansa, że przez jakiś czas będzie mniej tych pożytecznych roślinek ;-). Po około godzinie efekt jest piorunujący!

 
 

Niestety zaczyna padać. Przerwa i czekanie na przerwę w deszczu. Jest. Wyrywam dalej.


 Wokół coraz bardziej ciemno i mokro, a niebo coraz czarniejsze.


 Kolejne okienko pogodowe i JEST! Kończę z darnią.

Ale z pracą ogrodową też kończę. Mokro, pada non stop, do tego coraz zimniej. Trzy godziny to chyba jedna z krótszych wizyt w Borkowie, ale jaka owocna!

Pudła z roślinami jadą, będą jutro. W środę jedziemy - ja i rośliny na minimum dwa dni. Wiem, że ten mój zestaw startowy ;-) to nie starczy nawet na 1/3 tego kolosa, ale od czegoś trzeba zacząć i po kolejnych przymiarkach i obserwacjach uzupełniać dalej. 

 

Komentarze

Popularne posty