Oj dzieje się!
No dzieje się. Bo tak:
- Miro w podróży i nie tylko
- balkon w budowie
- ogród pełen zwierzyny, roślin i kwiatów.
Co wymaga pracy, to jedno, a co wymaga uwagi, to drugie. Głowa w gonitwie myśli, spać się nie da ;-)
Miro już gdzieś między Instanbułem a Bangkokiem, potem Laos i mój syn zostaje buddyjskim mnichem. Na razie na miesiąc, ale kto wie, czy w przyszłości nie zamieszka w takim klastorze na stałe. A w tym klasztorze trwają gorączkowe przygotowania, bo to jest wielka ceremonia z udziałem: 11 mnichów w "komisji", szefem Organizacji Buddyjskiej prowincji Chomphet, 60 osób z ludu, 40 mnichów ze świątyni.
Liczę na udany zapis filmowy, i bardzo mi żal, że mnie tam nie będzie :-(
Niestety, podróż tak odległa to już nie dla mnie.
Pozostaje mi organizacja remontu balkonowego, planowanie wykończenia. Dzisiaj pierwsze ustalenia z moim wykonawcą, bo remont jest Spółdzielni, a moje to fanaberie ;-) Nie będę zdradzać żadnych szczegółów, ale liczę na cudny tarasik!
A teraz zwierzyna w Borkowie. Bez zdjęć. Koziołek jest codziennie i zżera co się da. Nornice ganiają nawet w dzień, w nocy to już nie rozpoznaję - małę, długie, zwinne z puszystym ogonem. Rezerwat mam w Borkowie!
Pomimo to, a może dlatego ;-) ogród bujny, bogaty, pełen kolejnych kwiatów.
Smotrawa okazała wplotła się w ozdobę ;-)
Krwiściąg z tojeścią orzęsioną i krwawnicą w tle.
Róża błotna i cały kolorowy mix.
Biała nie zawodzi. Liatry coraz bardziej białe, a wkrótce będą tu białe hortensje Tardiva. No i floksy mam!
Trochę wykoszone, ale tylko trochę, bo te tarasowe sprawy zabierają czas. Poza tym pioruny waliły niemal obok, na szczęście samochód przestawiłam w porę na pustą łączkę.
Życie jest piękne, bo dostarcza trudu, znoju, zmagań i satysfakcji, jak się nam to wszystko uda ogarnąć.
















Komentarze
Prześlij komentarz