Lipiec BYE, BYE !

Pożegnałam dzisiaj lipcowy ogród. Wrócę tu już w sierpniu, po upałach. Ogród przy blisko 40 stopniach to nie dla mnie. Już nie. Poza tym mam wreszcie (odpukać) ekipę na dokończenie balkonowych prac. O tygodni umawiałam fachowców, czekałam, a potem były tylko wymówki, problemy, a chętnych do roboty zero.  Nie wiem jak mi się wreszcie udało natrafić na super ekipę. Jakoś wierzę, że będą w sobotę o mój balkon marzeń zostanie zrealizowany.

Przygotowałam ogród na upały, czyli np. nie skosiłam trawników, zostawiłam herbatniki dla liska oraz jeden klapek, bo drugi już liski sobie zabrały ;-) Lisy słyną z porywania butów. Robią to dla zabawy. Oglądanie ich harców jest po prostu czystą przyjemnością. Dziur w trawnikach mnóstwo, ale to znak, że szkodniki wyłapane, a liski nakarmione ;-)

Dzisiaj lipcowe zdjęcia dookoła domku i z rabaty podpłotowej.




















 

Dodam na koniec, że syn Miro przeżywa najbardziej niesamowite chwile swojego życia, jako mnich w buddyjskim klasztorze ukrytym w wioskowych górach Laosu. Jutro napiszę spwcjalny post i dodam zdjęcia i filmy autorstwa Miro. Jest to zapis absolutnie innego świata, tak pięknego, że aż się nie chce wierzyć, że istnieje w tych naszych zglobalizowanych czasach AI.

Komentarze

Popularne posty