Odszczekuję ;-) Chau, Chauuu!

Borków absolutnie nie umiera, jak w desperacji napisałam w czwartkowym odcinku mojego ogrodowego serialu ;-) To był dzień tak zły, że dzisiaj nie jestem w stanie nawet pamiętać, jak bardzo było mi trudno. Na szczęście nie jestem sama i mam komu opowiedzieć o tych swoich zmaganiach. Od pewnego czasu mam odnowione relacje z moją siostrą Ewą. Różnie między nami bywało, ale starość ma chyba to do siebie, że patrząc z dystansu lat, wiele spraw ma zupełnie inny wymiar.  

No to sobie rozmawiamy, a każda opowiedziana chwila od razu się zmienia. Jak mówią Anglicy - problem shared, problem halved. Do tego moja siostra jest lekarzem, a w tej profesji zrozumienie i cierpliwość to podstawa. A jak by tego było mało, to pomimo wieku i cięzkich przebytych chorób (nie mówiąc już o doświadczeniach życiowych) moja big sister zachowała umysł jak brzytwa. 

Syn, znajomi też mi pogrozili palcem i powoli odzyskałam równowagę, a dzisiaj to już sama nie mogłam uwierzyć skąd mi takie bzdury do glowy przyszły ;-))) 

Borków nie jest idealny i nigdy nie będzie. Nie ma nawet prawa taki być. To zwykły wiejski ogród stworzony jednoosobowo w bagiennych chaszczach. Jest jaki jest, czasem cudny, czasem paskudny. Ale dla mnie to po prostu mój ogród.

No to zapraszam na bardzo długi maraton zdjęciowy ;-))))







 
















 

Zamykam ten maraton 'mokrym' zdjęciem

 

Cudny dzień zakończony ulewą. Wykoszone, wyplewione, staw czysty a ja nadal w pełni sił i w zachwycie ;-)))

Dziękuję!

 

Komentarze

Popularne posty