Krótka wizyta.
Tylko kilka godzin, nie cały dzień jak mam w zwyczaju.
Deszcz co chwilę, nadal dość zimno, ale mokro i wszystko rośnie. Tylko ulewne deszcze pokładły niektóre rośliny, np. kocimiętki czy trawy. Mam na to swoje sposoby. Kijki bambusowe, ktore dostaję jako zabezpieczenie roślin w czasie wysyłki, sprawdzają się doskonale w roli ukrytych podpórek. Wbijam je ukosem pod pędami roślin, czasem na krzyż, stwarzając niewidoczne stelaże-podpory. Sprawdza się! A niewidoczne, bo lubię naturalny wygląd ogrodu. Zbyt wiele obcych elementów psuje przyjemność patrzenia na rośliny. To one są tu nemerem jeden!
Oczywiście mam dekoracje. Są niezbędne dla nadania osobistego charakteru miejsca. To, jakie są te dekoracje, ile ich jest, mówi więcej o autorze ogrodu, niż on/ona sama może powiedzieć.
Krasnal czy stary pień? I wszystko chyba jasne.
Wykosiłam łączkę u bobrów, pas zieleni za płotem, żeby pokrzywy nie rosły, powyrywałam masę chwastów, miałam ciąć wierzbę smoczą, ale deszcz nie pozwolił.
No to nacieszyłam się widoczkami
zaplanowałam prace na kolejny tydzień i już jestem w ciepłym domu w stolicy.
Jeszcze obiela pod gankiem, bo taka cudna ;-) To jeszcze nie pełnia kwitnienia. Za około dwa tygodnie to będzie dopiero widok!
Mój weekend jak zawsze w pracy, ale czytającym życzę miłych dni na łonie natury.






Komentarze
Prześlij komentarz