Bobrowy Borków.
Dla równowagi dzisiaj wieczorem zdjęcia z wczoraj. Bo zrobiłam ich trochę, ale ta zmaltretowana lilia musiała być jedyną bohaterką czwartkowego wieczoru. Jest w pewnym sensie symbolem tego, z czym każdy kto ma ogród, zmaga się rokrocznie i nie ma na to mądrych. Na pogodę wpływu nie mamy, można starać się minimalizować straty, unikać roślin wrażliwych na niskie temperatury, w sumie ogród w zgodzie z naturą z wszystkimi jego zasadami.
Trzeba jeszcze nie wyolbrzymiać strat, nie popadać w pesymistyczne nastroje, bo nawet jeśli stracone są jedne rosliny, inne rosną. Pogoda się zmieni, a jak nie, to będzie rosło to, co będzie potrafiło.
No to co mi jeszcze rośnie ;-))))
Berberysy są i kwitną.
Nowe tawuły posadzone i podlane ;-)
Są floksy, kukliki, obiela rozkwita, a nad nimi piękne drzewko głogu wyhodowane z malutkiej sadzonki od znanej ogrodniczki Irenki! Nawet kielichowiec wonny ma listeczki. To te badylki w samym rogu przed floksami. Tylko ta sucha ziemia mnie denerwuje ;-)))) A i parę lilii też się uchowało!
Zachód słońca w środę wieczorem chyba zapowiadał czwartkową klęskę z wiertnią ;-)))))
Oto i ona, ta maszyna zakopana za płotem :-(
Ja nigdy nie popadam w skrajny pesymism, ani nie na długo. Ot taki jeden zły dzień i moment zwiątpienia. Wierzę w dobre dni przede mną.
I oczywiście czekam na długie deszczowe dni, których tak bałam się parę lat temu, bo zaraz był potop i pół ogrodu stało w wodzie. Tak zmieniły się warunki na tym moim skrawku ziemi - od potopów do suchego stepu.









Komentarze
Prześlij komentarz