Prima Aprilis
Może i dzień niemądrych żartów ;-), ale u mnie wszystko super serio i super pozytywnie. Syn o czasie wyleciał z Bangkoku i o czasie przyleciał do Warszawy. Już jest w domu i adaptuje się do zmiany czasu i życia w innym klimacie w każdym tego słowa znaczeniu. Ja przestaję się martwić ;-)))) i odzyskuję normalny tryb moich dni, bez sprawdzania przebiegu wojen i ich konsekwencji.
W takim też duchu spędziłam ten dzień w Borkowie. Uznałam, że czekanie na kolejne lądowania będzie prostsze, gdy te godziny miną mi na ciężkiej pracy ogrodowej.
I tak było.
Dzień w słońcu i lodowatym wietrze ;-) trochę nie sprzyjał pracom polowym, ale był plan, to trzeba go było zrealizować.
Jak zwykle mam problem, by wybrać pierwsze zdjęcie, ale ponieważ jest nowy element ogrodu, to zasługuje na uwagę ;-)
Taka lecąca kaczka mi się pojawiła ;-)))
Prace były zaplanowane nad tzw. trzecim strumieniem. No tak on wyglądał dzisiaj rano :-(((
Rzadko pokazuję takie koszmary, bo zwykle jest mi po prostu wstyd, że jeszcze mam taki bałagan tu i ówdzie. Pięć godzin na prawdę ciężkiej pracy, ale efekt niemal ok.
Jeszcze drobne prace niezbędne nad lepszym oczyszczeniem, ale ta najgorsza część za mną. Nad strumieniem są dwie rabaty - ta ogromna po prawej to tzw. rozchodnikowa i jest tu masa rozchodników w rozmaitych kolorach. Są tu też krzewy, trawy i w sezonie to nawet ładne miejsce ;-)
Ta mniejsza rabatka po lewej stronie, to założona jesienią rabatka jeżówkowa. Jeżówki to moja nieodwzajemniona miłość ogrodowa. Kolejne sadzonki i za rok ich nie ma. Na razie co najmniej jedna chyba jednak ma zamiar żyć! Są tu też trawy i taka niespodzianka!
Czarna sesleria zakwitła! Na pewno będzie jej więcej, bo nawet po ostatnich mrozach zachowała cudny wygląd. No i te czarne kłosy! Fachowo to ona nazywa się Sesleria Heuflera.
Na innych rabatkach powolnie, ale do przodu. Nie lubię pokazywać rabat na tym etapie, ale ta wiosna ...
Wszędzie coś, tyle że to takie mikre i tak powoli rośnie ;-) Noce niemal do końca kwietnia w okoliocach zera, to i na szybszą wegetację nie ma co liczyć.
Za to berebrysy całkiem ładne
Ale najładniejsza dzisiaj to hakuro
Poddam jeszcze surowej ocenie planowaną rzeźbę ogrodową. Bardzo mi się spodobała, a rzeźbiarz tak czarujący, że mam ochotę na dalszy ciąg ;-))))
Rzeźba na razie u rzeźbiarza. Po świętach przyjądą razem.















I kaczka i rzeźba super/ Pięknie i wiosennie:) Irena
OdpowiedzUsuńDziękuję! No lubię takie dodatki. Rzeźba przyjeźdża w środę, wtedy będzie wiadomo, jak wpisuje się w krajobraz. Ona duża jest !
UsuńKrysiu już wiemy, że pasuje, jeszcze tylko ciut patyny, ale extra:) Irena.
OdpowiedzUsuń