To nie moja wojna?
Czy na pewno?
Kiedy rano w sobotę przeczytałam o Iranie, to poza wątpliowściami, czy na prawdę nie było innej drogi, nie miałam ochoty poswięcać tematowi więcej uwagi. Od dawna nie interesuję się polityką. Jest zbyt zagmatwana, by bez wnikliwych studiów mieć na prawdę własne zdanie o działaniach ludzi, którzy zajmują czołowe stanowiska we współczesnym świecie.
Niestety parę godzin później już wiedziałam, że ta wojna jest niestety także w pewnym sensie moja.
Miro został odcięty od możliwości powrotu do Polski. Na pewno na następne kilka dni. Droga z Tajlandii i jego bilet lotniczy wiedzie przez Bliski Wschód. Nie ma lotów i nie wiadomo kiedy będą. Miał wracać 5 marca, tak by być na zajęciach 7 marca na uczelni.
Oczywiście wolę, by został w Bangkoku do czasu, aż loty będą bezpieczne, ale też to nie zależy tylko od nas. Jak linie lotnicze wznowią loty, będzie podróżował.
Czy na prawdę ja muszę mieć takie ciekawqe życie ;-)))))
Póki co Miro korzysta z uroków Laosu.
Kawiarnie w Luang Prabang
W planach pozostanie w Bankgkoku do czasu uspokojenia sytuacji.
Oczywiście jak będzie to możliwe. No trochę trudne dni znowu mam przed sobą. Na szczęśie jutro Borków i tyle pracy, że na pewno przestanę myśleć. ;-)))




Komentarze
Prześlij komentarz