Śniegowy Borków.

Jak zawsze trochę z obawą o dotarcie do tego odludnego miejsca, jednak pojechałam. Już 17 dni minęło, do tego zapowiadane gigantyczne mrozy uprzytomniły mi błąd, jaki popełniłam - zostawiłam włączoną lodówkę, zakładając w listopadzie, że zimy nie będzie. 

Zbliżające się mrozy poniżej 20 stopni mogłyby nie tylko uszkodzić bezpowrotnie ten mój cudny nowy sprzęt, ale nawet zagrozić pożarem. Nie było wyboru, musiałam pojechać i wyłączyć prąd. Oczywiście nie obyło się bez paru momentów z buksującymi w kopnym śniegu kołami, ale nie pierwszy to raz, to i dałam radę.

Dodatkową atrakcją poza cudnymi widokami były sarny szusujące przed samochodem. Niestety, zbyt skupiona na szorowaniu drogi w śniegu, nie zdołałam ich uwiecznić.

Uwieczniłam za to moje cortenowe zwierzaczki ;-)))) i nie tylko.


 





Ogród śpi pod śniegowym okryciem, tylko zwierz wszelaki ślady zostawia ;-)

Bobrów oczywiście ani śladu. Przewidując zimę stulecia parę tygodni wcześniej, zorganizowały tę swoją dziką akcję cięcia drzew na potęgę. Świstak przewiduje wiosnę, moje bobry doskonale zapowiadają nadchodzące ciężkie zimy!  

Komentarze

  1. Piękny ten zasypany śniegiem i pełen słońca Borków! Ale i w nim, i dookoła życie wre. Dobrze, że Twoje pogodynki spowolniły swój życiowy rytm :)
    Dużo dobrego Krysiu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bobry mądrale są! :-))))))
      Dawno nie byłam w tym moim zakątku szczęścia, ale jednak pogoda raczej nie zachęca póki co, do wypraw w teren.
      Czekam już bardzo na pierwsze oznaki wiosny, by zabrać się do roboty!
      Podziwiałam ostatnio Twoje kolorowe cuda, czyli ptaki na tle tej zimowej scenerii. Zima ma swoje uroki na pewno.
      Tobie też samych dobrych chwil.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty