Nie ma dzików, są bobry ;-)

Gdyby nie zdjęcia, ktoś mógłby pomyśleć, że zmyślam te wszystkie historie :-) 

Sporo tych interakcji z naturą, do tego ja wciąż jakoś daję radę. 

No takie miejsce, taka ja.

Przecież też nie mam wyboru. Do też tego czerpię z tych kolejnych ogrodowych przepraw sporo satysfakcji.  Tak jak pisałam wielokrotnie, czasem ogarnia mnie zwątpienie, czasem mam dosyć, ale  wiem, że póki mam dość sił fizycznych, za nic Borkowa nie porzucę ;-)

Zatem wracam do kolejnej relacji z pola walki ;-)

Od ostatniego piątku prawie nie śpię. Niemal co godzinę sprawdzam rejestry obrazów z ogrodu, by upewnić się, że dzików brak. 

A dzików brak. 

Jeszcze w piątek zrobiłam przegląd ogrodzenia i poustawiałam metalowe zapory w miejscach, gdzie dziki mogły przejść. Dzisiaj jeszcze pododawałam kolejne. Przeanalizowałam pomysł rozciągnięcia metalowej siatki i wiem, że to jednak nie dla mnie, nie tutaj. 

Na niemal całej długości ogrodzenia rośnie sporo krzewów, drzew, stoją rozmaite konstrukcje, wszytko to skutecznie blokuje wtargnięcie do ogrodu. Sa jedynie małe odcinki, ktore są otwarte.

Te obecnie są zabezpieczone, a wiosną trafią tam berberysy, jako kolczasta zapora, a przy tym jaka ładna. Na pewno ładniejsza od siatki ;-) Czy kolejna inwazja dzików mnie ominie? Oby!  

No to co z tymi bobrami?

Otóż południowa część ogrodu stoi pod wodą. Łączka u bobrów też. Bobry przekopały wał, wycięły kilka drzew, zbudowały tamy i woda z rzeki, już nie rzeczki rozlewa się po okolicy. 

I kto tu narzeka na suszę?  

Tak to wygląda od mojej strony.



Woda stoi w kamienistych ścieżkach, ktore od zawsze mialy taką rezerwową rolę. Rabaty są wyżej, a roślinność tutaj jest 'wodoodporna' .

Czyli szkody nie ma, tylko kalosze konieczne, bo mokro wszędzie.

Poza tym posprzątane niemal wszystko i tylko brak słońca psuje widoki ;-)




Nostalgicznie. Ale to przecież listopad, to jak ma być ;-)

Komentarze

Popularne posty