Kuna i Kolory.
Wczorajszy późny wieczór spędziłam na 'polowaniu' na ogoniaste zwierzę szusujace przez mój ogród. Oczywiście tylko przez moje kamerki. Wieczory na łonie natury to już jednak nie ta pora roku ;-) Chętnie dodałabym ten filmikowy zapis, ale technicznie nie ma jak. Blogger nie dodaje tych moich filmowych arcydzieł. Na Instgramie natomiast filmik zdobył popularność, a w komentarzach powtarzała się jedna diagnoza - KUNA!
Kuna może być problemem, tak jak bobry czy lis. Ja jednak nie pognam do sklepu po rozmaite akcesoria do tępienia kun, bo nie tępię żadnych zwierząt. Mam je u siebie, bo one są u siebie.
Poza tym nie po to wybrałam odludne miejsce pod lasem, by nie cieszyć się takimi wizytami. Sprawdziłam tylko antresolę drewniaczka, by upewnić się, że mam jeszcze gdzie spać ;-)
Dzień ciepły, słoneczny, pracowity, spędzony przy grabiach. Teraz grabie to moje najważniejsze akcesorium ogrodowe. No to grabię sobie i podziwiam co też ten październik wyrabia!
Muszę pokazać ten niesamowity rdest. Coraz bardziej mi się podoba i zamiast wykopać - jak planowałam - uwieczniłam go na blogu ;-)
Powstaje jakaś fajna farma, a koniczek cudny!
















Komentarze
Prześlij komentarz