Historia łączki u bobrów. PART ONE.

Po wczorajszych zmaganiach na tytułowj łączce, dzisiaj dzień domowy i czas na przypomnienie tego wszystkiego, co się tutaj wydarzylo. Tutaj, czyli na kilkudziesięciu metrach za płotem. 

Kiedy grodziłam działkę w 2014 roku, ten pas ziemi celowo został za płotem. Ten malowniczy płotek gdzieś tam na końcu, odgradzał przyszły ogród od łączki bobrów, jak ją wtedy nazwałam.

 

Teren niezwykle trudny, bagnisty, regularnie podtapiany przez aktywność bobrów, ale też bardzo malowniczy. Na początku niemal nic tam nie robiłam, skupiając się na mozolnym tworzeniu podstaw ogrodu. Pod koniec 2015 roku ogólny widok był już nieco bardziej cywilizowany ;-)

Nad rzeczką poza koszeniem traw dwa razy do roku nie bylam w stanie nic robić.


Pierwsze zmiany na łączce to dopiero rok 2018. Regularne koszenie całości i masy trawy do kompostowania - widać te hałdy za słupami - stały się inspiracją do budowy kompostownika. 

Pomysł był taki, że poza zamknięciem działki od strony lasu, będzie to jednocześnie ogrodzony kawałek na składowanie pokosu. 


Gotowe. Drewniana ścieżka prowadząca do środka kompostownika, dwie komory po lewej i prawej stronie do usypywania naprzemiennie skoszonej trawy. Przy okazji powstała ławeczka.

A rok później stanął taki fałszywy ul ;-) Po prostu pień z daszkiem i na nogach jako dekoracja. Powstała też furteczka do kompostownika.

Poza koszeniem miejsce nie wymagało specjanej troski. 2020 łączka malowniczo zarasta.

 

Jesień 2020 i wszystko niemal bez zmian.




2021 i zaniedbanie :-(

A potem zaczęły się podtopienia i zapadła decyzja o zmianie nadbrzeża rzeczki, tak by utworzyć wał ochronny przed zalewaniem ogrodu.

Ale to już dalsza historia na kolejny wpis. 

Komentarze

Popularne posty